2010, czyli historia kołem się toczy
„Cyganka prawdę Ci powie, cyganka prawdę Ci powie!” A cóż mi możesz, kobieto, przepowiedzieć, kiedy ja wszystko już mam obliczone? Olśnienie dopadło mnie nad jedną z ostatnich porannych kaw w tym roku. Otóż prawdą jest, czym nas straszą. Historia zatacza koło. Dlatego od kilku dni uciekam od sarmatów wieku dwudziestego pierwszego, którzy prawią swoje mądrości zza szkiełka telewizora. Jednak oni dopadają mnie z zaplutą polskością na ustach, z których w dodatku czuć trunkiem firmującym najlepsze karczmy w Najjaśniejszej.
Pozwólcie mi, rodacy, na kilka luźnych skojarzeń i niech się wytrawni znawcy historii nie pieklą, bo pod koniec roku, kiedy szampan już się chłodzi w lodówce, niczego zbyt serio brać nie wolno.
Tak więc cofnijmy się do roku 1768, kiedy to grupa konserwatywnej szlachty zawiązała w miasteczku Bar konfederację „w obronie wiary i wolności”, skierowaną przeciwko Rosji. Ich intencje i obawy były jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę wydarzenia późniejsze, jednak okazało się, że zbuntowani barzanie nie są w stanie należycie sprawnie dojść do porozumienia w swoim gronie i w miarę szybko wyłonić organu zarządzającego ruchem, czyli tzw. Generalności. Utworzyły się bowiem dwie frakcje – umiarkowana, której przewodniczył biskup Adam Krasiński skłonny do negocjacji, oraz radykalna, skupiająca w swoim gronie zaciekłych zwolenników detronizacji Stanisława Augusta.
O, drodzy Barzanie, czy wiecie, ilu w roku 2010 macie następców? Na Wasz wzór debatują w barach, najczęściej w barze sejmowym, by wiernie się do Was upodobnić. Tak samo jak Wy, niektórzy z dzisiejszych obrońców „wiary i wolności” wysłali swoich emisariuszy na największe dwory tego świata, nie otrzymując jednak zadowalających odpowiedzi. Powstały już nawet dwie frakcje, specjalnie na Wasze podobieństwo. Ta umiarkowana dopiero raczkuje. Nie wiem, jakbyście przyjęli fakt, że to kobiety poczęły nią rządzić. Natomiast druga grupa, radykalna, właśnie przymierza się do detronizacji od tego roku miłościwie nam panującego króla, którego – w odróżnieniu do Stanisława Augusta Poniatowskiego – trudno wyobrazić sobie zdobywającego urząd na podŁOŻU prywatnym. Radykalna frakcja i ludzie do niej przynależący – a musicie wiedzieć, że jej członkami są nie tylko sejmujący szlachcice – oprócz planowania odzyskiwania niepodległości i długo wyczekiwanej wolności, zajęli się także „obroną wiary” na ulicach, choć wcale nie była ona zagrożona.
Cóż takiego się stało, że ktoś musi się powoływać na Wasz autorytet, pytacie? Źle się działo w tym roku, choć wbrew opiniom niektórych, nikt niepowołany w nasz ustrój się nie angażował. Wydarzyła się katastrofa lotnicza, w której zginęli czołowi przedstawiciele państwa. Niby miało się coś zmienić, niby język, niby styl, ale chyba tym naszym sarmatom, oprócz błękitnej krwi, w żyłach płynie też coś niedobrego. Jak powiedział kiedyś Wittgenstein „Granice mojego języka są granicami mojego świata”. Czemu się więc dziwić, że posłom na sejm trudno wychylić się poza własny zaścianek?
Staropolskim zwyczajem pytacie mnie o zdrowie. Cóż, gdyby mierzyć jakość zdrowia publicznego nieustającymi okrzykami „Na zdrowie!”, „Twoje zdrowie!” i „Panowie, zdrowie Pań!”, naród nasz znowu wypada całkiem nieźle. Ale proszę sobie wyobrazić, że teraz już tylko „siedzą piją, …, tańce, hulanki, swawole”, bo palić lulek nam zabroniono, czym – jak widać – ogołocono polską literaturę, choć zdrowotność nieco podreperowano.
Siedziałam tak i rozmyślałam, łącząc się w myślach z Barzanami, nad kubkiem zimnej już kawy, ostatniej w tym roku. Przez ten nieziemski kontakt już wiem, że cyganka nic nie pomoże, mili państwo. W 1771 roku grupa radykalnych Barzan porwała króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, jednak do ostatecznego zgładzenia głowy państwa nie doszło. Próbą tą skompromitowali się w oczach ludu i jednocześnie zaprzepaścili swoje szanse na pojednanie z monarchą i wspólną krucjatę przeciwko Rosji. Siedzę i myślę, że do żadnego zamachu stanu nie dojdzie, jednak na wspólne stanowisko względem śledztwa smoleńskiego nadziei już chyba nie ma. Nawet brak sensu, by było to nasze pobożne życzenie noworoczne. A Wy, Barzanie, jak wyszliście na braku porozumienia? Co ważniejsze, jak wyszło państwo nasze w roku 1772? Nic porównywalnego do rozbiorów nas nie zaskoczy, ale – wierzcie mi – czuję, jak sami w tym roku rozebraliśmy się, a właściwie obnażyliśmy, przed sobą.
Tekst opublikowany wcześniej na www.wiadomosci24.pl
No trackbacks yet.